Pandemia wpłynie na strukturę zatrudnienia w kraju i przełoży się na wpływy do ZUS, co odbije się na budżecie ochrony zdrowia. W opinii gen. Grzegorza Gieleraka, dyrektora Wojskowego Instytutu Medycznego, konsumowanie środków w ochronie zdrowia trzeba będzie zracjonalizować.

Generał w rozmowie z Rzeczpospolitą przyznaje, że rynek po epidemii zmieni się radykalnie – mniejsza składka to mniej pieniędzy do podziału i ktoś będzie musiał podjąć decyzję o ograniczeniu nakładów na któryś z sektorów.

Jak zwraca uwagę, kryzys uwidocznił bardzo daleko ograniczone zaangażowanie niepublicznych placówek mających kontrakt z NFZ w poprawę bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli.

– Widzimy, że nie tylko nie biorą one udziału w walce z epidemią, ale konkurują z publicznymi placówkami o pracowników. Uważam, że obecna sytuacja dobitnie pokazała, że konieczna jest poważna analiza zasobów krajowego systemu ochrony zdrowia, jego rzeczywistej funkcjonalności z punktu widzenia interesów obywateli i państwa. Oczywiście, że w przestrzeni publicznej jest miejsce na publiczny i niepubliczny segment rynku zdrowia, podobnie jak naturalnym jest pogląd, że systemy te powinny się wspierać i uzupełniać, a nie jak ma to miejsce dziś – przede wszystkim ze sobą konkurować – mówi Grzegorz Gielerak.

W jego opinii im szybciej ustalony zostanie docelowy model rynkowej koegzystencji, tym sprawniej będzie można nim zarządzać, efektywnie wykorzystując przeznaczone na ten cel środki publiczne.

Obecny kryzys, podobnie jak większość tego typu niespodziewanych, trudnych zdarzeń jest doskonałą okazją do przemodelowania wielu dotychczasowych dogmatów, jeśli chodzi o sposób i warunki w jakich funkcjonuje, znalezienia rozwiązań, które pozwolą uniknąć napięć i nieporozumień jakich byliśmy świadkami w ostatnich miesiącach.

źródło: rynekzdrowia.pl

Share →