– Ten przypadek absolutnie nie zaskoczył. Stosujmy się do zaleceń. Nie dajmy się ponosić złym emocjom. Ten wirus w 80 proc. przejdzie jak zwykłe przeziębienie – oznajmił prof. Jarosław Pinkas, główny inspektor sanitarny, gdy w środę (4 marca) podano do publicznej wiadomości informację o pierwszym wykrytym w Polsce przypadku pacjenta z koronawirusem.

O tym, że w Polsce pojawił się „pacjent 0” – jak już pisaliśmy – prof. Łukasz Szumowski, minister zdrowia poinformował opinię publiczną w środę, 4 marca o godz. 8.00. Od tej daty i godziny zaczniemy odmierzać w kraju skuteczność walki z wirusem, który – jak wynika z danych podawanych na bieżąco przez WHO – do środy, do godziny 20.00 na całym świecie doprowadził do śmierci 3 249 osób i zagroził poprzez zakażenie 95 079 osobom (przypadki potwierdzone badaniami).

Pacjent ze stwierdzonym zakażeniem koronawirusem trafił do Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze, tuż po powrocie z Niemiec. Wszystkie osoby, które miały z nim styczność są objęte kwarantanną domową.

– Przebieg zachorowania tego pacjenta jest łagodny. Przyszedł z wysoką gorączką i kaszlem, ale dzisiaj nie gorączkuje. Pokasłuje, ale czuje się bardzo dobrze. Wykonamy kontrolne badania, kiedy wyniki tych badań będą negatywne, puścimy pacjenta do domu – informował Jacek Smykał, kierownik klinicznego oddziału zakaźnego Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze.

To co nieuchronne

– Czekamy na następnych pacjentów, bo będziemy mieli kolejne zachorowania czy podejrzenia o zakażenia koronawirusem. Wiecie państwo, że to jest nieuchronne – mówił do dziennikarzy.

Polska była jednym z ostatnich krajów europejskich, w którym nie wykryto przypadku choroby COVID-19 spowodowanej przez groźny koronawirus SARS-CoV-2. Koronawirus pojawił się pod koniec grudnia 2019 r. w Chinach i stamtąd rozprzestrzenił się na wszystkie kontynenty. Jego pojawienie się wywołało niepokój, gdyż inne koronawirusy były już odpowiedzialne za pandemię m.in. SARS na przełomie 2002-2003 roku, która dotknęła 8 098 osób, 26 krajów, doprowadziła do 774 zgonów. Śmiertelność w SARS to 9,6 proc. Kolejny groźny koranawirus – MERS – pojawił się w 2012 roku w Arabii Saudyjskiej, objął kraje Zatoki Perskiej, wywołał 2500 przypadków, przy śmiertelności wynoszącej aż 35 proc.

Na szczęście z dotychczasowych naukowych ustaleń wynika, że SARS-CoV-2 powoduje zdecydowanie mniejszą śmiertelność niż wspomniane koronawirusy. Śmiertelność jest nieco większa niż w przypadku grypy. Ryzyko zgonu z powodu grypy wynosi, w zależności od szczepu, od 0,15 do 2 proc., a średnia śmiertelność spowodowana przez nowego koronawirusa – 2-3 proc, przy czym u osoby zdrowej 0,5-1 proc., a u osoby schorowanej – 15 proc.

Jak tłumaczył minister zdrowia Łukasz Szumowski w poniedziałek (2 marca) podczas nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu, na COVID-19 najczęściej chorują osoby starsze, bardzo rzadko dzieci. Zaznaczył, że w około 80 proc. przypadków pacjenci infekcję koronawirusem przebywali w sposób łagodny. Zapalenie płuc i duszność występowała ok. 14 proc. przypadków pacjentów, a u 5 proc. pojawiła się ciężka niewydolność oddechowa.

Będzie epidemia wirusa czy paniki?

– Nadzorujemy podejrzanych o zakażenie, opracowaliśmy plany i wytyczne, laboratoria pracują, a szpitale są w gotowości. Na nadejście epidemii przygotowujemy się w najlepszy możliwy sposób – zapewniali premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Łukasz Szumowski na nadzwyczajnym posiedzeniu Sejmu. – To, co przekażecie ludziom, którzy wam ufają i wam wierzą, od tego zależy, czy będziemy mieli epidemię wirusa, czy epidemię wirusa i paniki – mówił minister Szumowski do posłów.

Dokładnie w tym samym czasie z kraju docierały informacje o wykupywaniu w aptekach maseczek chirurgicznych, płynów dezynfekcyjnych. Szpitale i przychodnie informowały o problemach w zakupieniu środków ochrony osobistej dla personelu medycznego. Sejmowa opozycja zarzucała rządowi, że spóźnił się z działaniami.

Odpowiadając na uwagi minister Łukasz Szumowski podkreślił, że wszystkie szpitale otrzymały wytyczne, jak powinny postępować w przypadku epidemii. – Uruchomiono Agencję Rezerw Materiałowych i środki ochrony osobistej zostały rozdysponowane do szpitali, które zgłaszały niedobory – zapewnił.

Informował także, że obecnie w Polsce jest 79 oddziałów z ponad 2900 łóżkami zakaźnymi. – Każdy taki szpital zgodnie z dyspozycją wojewody ma opracowane plany zwiększenia liczby tych łóżek ponad dwukrotnie – mówił. Dodał, że w szpitalach podległych Ministerstwu Obrony Narodowej „jest kolejne blisko 80 łóżek szpitalnych i także jest możliwość zwiększenia tego stanu ponad dwukrotnie”. Wskazał, że jest w sumie ponad 8770 łóżek intensywnych.

W poniedziałek wieczorem Sejm uchwalił specustawę, będącą przedłożeniem rządowym, która przewiduje m.in. możliwość wprowadzenia zdalnej pracy w czasie kwarantanny lub nadzoru epidemiologicznego; wypłatę zasiłków za czas zamknięcia szkół, przedszkoli i żłobków; wydawanie poleceń przez wojewodę organom administracji; wyłączenia przepisów prawa budowlanego (np. przy stawianiu szpitali polowych) czy ustawy o zamówieniach publicznych. Na jej mocy żołnierze służby czynnej będą mogli wykonywać dodatkowe zadania; uproszczone zostało przekazywanie asortymentu przez Agencję Rezerw Materiałowych.

Jak podało w środę Ministerstwo Zdrowia, badania na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 prowadzone są już w 9 laboratoriach w Polsce, a w czwartek próbki zaczną badać kolejne trzy stacje sanitarno-epidemiologiczne (w Lublinie, Łodzi i Poznaniu). Jeszcze we wtorek rzecznik resortu zdrowia Wojciech Andrusiewicz zapewnił, że Agencja Rezerw Materiałowych przekazała sprzęt ochrony osobistej m.in. do 65 szpitali z oddziałami zakaźnymi, które zgłosiły takie zapotrzebowanie. – Zaopatrujemy też kolejne szpitale które zgłosiły potrzebę – zaznaczył rzecznik MZ. Resort zapewnia, że sprzętu jest „wystarczająca ilość”.

Myjmy ręce!

Z informacji m.in. Głównego Inspektoratu Sanitarnego wynika, że koronawirus wywołujący chorobę zakaźną COVID-19 jest wirusem osłonkowym, podatnym na działanie wszystkich rozpuszczalników lipidów. Przenosi się drogą kropelkowa. Jest podatny na dezynfekcję. Należy bezwzględnie pamiętać o częstym myciu rąk wodą z mydłem lub dezynfekowaniu ich środkiem na bazie alkoholu (minimum 60 proc.). Mycie rąk tymi metodami zabija wirusa.

Resort zdrowia informuje też w zaleceniach dla pacjentów, że ważne jest również, aby podczas kaszlu i kichania zakrywać usta i nos zgiętym łokciem lub chusteczką, a następnie natychmiast wyrzucić chusteczkę do zamkniętego kosza i umyć ręce. W sytuacjach zagrożenia wirusem najlepiej jest zachować co najmniej metrowy odstęp od innych osób, szczególnie tych, które kaszlą, kichają i mają gorączkę.

„Gdy ktoś zarażony wirusem powodującym chorobę układu oddechowego, taką jak COVID-19, kaszle lub kicha, wydala pod ciśnieniem zawierające wirusa małe kropelki śliny i śluzu. Jeśli jesteś zbyt blisko, istnieje ryzyko, że możesz wdychać wirusa” – czytamy na stronie Ministerstwa Zdrowia.

Resort radzi również, aby unikać dotykania oczu, nosa i ust po to, by nie przenosić wirusa z dotykanych rękami powierzchni na siebie.

Tylko nie do przychodni

Lekarze apelują, by ze względu na ryzyko zarażenia koranowirusem pacjenci nie pojawiali się bez potrzeby w przychodniach POZ. M.in. lekarze rodzinni Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia zaapelowali o ograniczenie wizyt w poradniach podstawowej opieki zdrowotnej do wyłącznie niezbędnych i uzasadnionych medycznie. Na niewielkiej powierzchni poczekalni poradni spotykają się pacjenci z różnymi schorzeniami, mogą być wśród nich nosiciele wirusa. Lekarze PPOZ przypominają ponadto, że na każdego chorującego z powodu zakażenia koronawirusem przypada co najmniej czterech bezobjawowych roznosicieli, a chorzy objawowi – jak już teraz wiadomo – zakażali inne osoby jeszcze w okresie bezobjawowym.

– Pacjenci idąc teraz do przychodni wchodzą w „oko cyklonu”, bo przychodnia w sezonie grypowym to jedno z największych i najgroźniejszych siedlisk wirusów i bakterii, rozsiewanych przez kichających i kaszlących pacjentów. Apelujemy, aby zgłaszać się tylko wtedy, kiedy jest to naprawdę konieczne. Jeśli chodzi o przepisanie leków, to należy korzystać z e-recepty zamawianej przez telefon – zwraca się do pacjentów Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.

Pacjenci podejrzewający u siebie zarażenie koronawirusem powinni od razu kontaktować się z sanepidem. Tak postąpił „pacjent 0”. – Mężczyzna zachował się prawidłowo, bo nie udał się do lekarza tylko zadzwonił do poradni, gdzie poinformowano go o tym, że powinien skontaktować się z sanepidem. Zadysponowano specjalną karetkę, która przyjechała po tego mężczyznę, odebrała go z miejsca zamieszkania i przetransportowała do szpitala – mówiła w środę rzeczniczka prasowa wojewody lubuskiego Aleksandra Chmielińska-Ciepły.

W sytuacji zagrożenia koranowirusem – jak podkreślają zgodnie eksperci – niezmiernie ważne jest także chronienie osób z personelu medycznego przed zakażeniem, by pozostały zdrowe i mogły pomagać pacjentom. Ich obecność przy pacjentach jest bezcenna. Leżąc w łóżkach, złożeni chorobą – nie pomogą.

– Koronawirus staje się niebezpieczny dla lekarzy w pracy już przy udzielaniu porady w gabinecie lekarskim, nawet w krótkim kontakcie twarzą w twarz, gdy pacjent siedzi w odległości mniejszej niż ok. półtora metra i jest to pacjent replikujący wirusa. Rozsiewa go wtedy nawet w czasie wypowiadania się – mówi nam prof. Andrzej Gładysz, emerytowany profesor UM we Wrocławiu, w l. 1974-2011 kierujący Kliniką Chorób Zakaźnych, Chorób Wątroby i Nabytych Niedoborów Odporności.

Lekarze, pielęgniarki – dbajmy też o ich bezpieczeństwo

Z danych wynika, że wirus jest szczególnie niebezpieczny dla osób starszych. To istotna wiedza, także dla personelu medycznego, jeśli uwzględni się, że około 1/4 lekarzy, to osoby w wieku emerytalnym, podobnie pielęgniarki. – Poza tym trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z wirusem odzwięrzęcym, zupełnie obcym dla naszego układu odpornościowego. Układ odpornościowy starszego człowieka w tym wypadku reaguje wolniej; może być sprawny, ale potrzebuje więcej czasu, żeby rozpoznać i zneutralizować wirusa – podkreśla prof. Andrzej Gładysz.

Zdaniem eksperta w dziedzinie profilaktyki zakażeń dr. Pawła Grzesiowskiego, wykładowcy Szkoły Zdrowia Publicznego Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie, środki ochrony osobistej należy zalecać tym lekarzom i pielęgniarkom, którzy kontaktują się bezpośrednio z pacjentem w odległości do 2 metrów.

Zaznacza: – Podzielam szczególne obawy o zdrowie starszych lekarzy, nadal pracujących pomimo przekroczenia wieku emerytalnego – są zmęczeni, schorowani i w grupie wiekowej najbardziej zagrożonej. Muszą myśleć o swoim życiu i zdrowiu, bo w tej grupie wiekowej śmiertelność przekracza 10 proc.

Jak mówi nam ekspert, jeżeli w przychodni (choć tam zgodnie z wytycznymi pacjenci podejrzewający u siebie zarażenie koronawirusem nie powinni zgłaszać się osobiście) jest możliwość wydzielenia oddzielnej ścieżki dla osób zgłaszających niepokojące objawy, to trzeba to zrobić. – Zapraszamy pacjenta do oddzielnej poczekalni, a potem osobnego gabinetu. Personel rozmawia z chorym w masce, choremu też zakładamy maseczkę. Po wizycie pacjenta w pomieszczeniu, w którym chory przebywał należy zdezynfekować chusteczkami odkażającymi powierzchnie dotykowe – wyjaśnia.

Procedury są po to, żeby ich przestrzegać

Dodatkowe zabezpieczenia są potrzebne w szpitalu, gdy personel medyczny musi pracować z pacjentem przez dłuższy czas, np. podczas wykonywania badania fizykalnego, badania rentgenowskiego, podczas pobierania krwi. – Wtedy zdecydowanie zalecany jest fartuch barierowy albo lekki kombinezon, także stosowanie maski filtrującej na twarz o podwyższonej skuteczności, z filtrem co najmniej FFP2. Plus gogle albo okulary, bo pacjent może odkrztusić wydzielinę z dróg oddechowych, a jej kropelki trafić na spojówki, które też są droga wejścia dla wirusa – mówi nam dr Paweł Grzesiowski.

Niestety procedury, o których mówią eksperci nie wszędzie zostały wdrożone. – Sprawdzałem, że procedury nie we wszystkich ZOZ-ch są przestrzegane. Jeśli zarządy szpitali potraktują wytyczne odpowiedzialnie, to lekarze będą mieli warunki, w których będzie można bezpiecznie pacjenta zbadać – mówi prof. Andrzej Gładysz.

Podkreśla: – Tłumaczono się na przykład, że są kłopoty z zakupami większej liczby pojemników płynów dezynfekujących do mycia rąk. Ale można przecież zastosować częste przecieranie środkami dezynfekcyjnymi klamek, siedzisk oraz stworzyć osobną ścieżkę przyjęcia dla pacjentów, którzy zgłaszają się z objawami grypopodobnymi albo koronawirusowymi.

źródło: rynekzdrowia.pl

Share →