„Nie wytrzymam”, „mniej bolało przy porodzie”, „chyba się zabiję” – to tylko kilka z tysięcy wpisów na mediach społecznościowych dołączanych do próśb o pomoc w znalezieniu czynnego gabinetu stomatologicznego. W powszechnej opinii w czasach epidemii koronawirusa takich gabinetów nie ma. W rzeczywistości lekarze dentyści wracają do pracy.

Znalezieniem pracującego lekarza dentysty rządzi przypadek podbudowany dużą dawką szczęścia. Polskie Towarzystwo Stomatologiczne postanowiło te przypadki uporządkować, publikując na swojej stronie mapę z siecią czynnych lecznic.

– Mapy aktywnych gabinetów stomatologicznych nie należy utożsamiać z rekomendacjami PTS. Nie weryfikujemy – bo nie taka nasza rola – tego czy, i w oparciu o jakie standardy realizowana jest pomoc stomatologiczna. Zakładamy w dobrej wierze, że odpowiedzialni właściciele gabinetów dentystycznych rygorystycznie wypełniają wszelkie rekomendacje sygnowane przez Ministerstwo Zdrowia. Mapa była inicjatywą, mającą w pierwszej kolejności wesprzeć tych lekarzy dentystów, którzy – co prawda – zawiesili działalność, ale chcieli pomóc swoim pacjentom w znalezieniu funkcjonującego gabinetu – wyjaśnia w rozmowie z infoDENT24.pl prof. Marzena Dominiak, prezydent PTS.

Wskazuje, że autorami pomysłu byli lek. dent. Olga Sowińska oraz tech. dent. Rafał Szymelfejnik.

– Postanowiliśmy ich wesprzeć. Obecnie mapa odpowiada przede wszystkim na potrzeby pacjentów – dodaje prof. Dominiak.

Liczba dostępnych gabinetów rośnie

Na mapie zarejestrowanych zostało (9 kwietnia) ok. 400 lecznic stomatologicznych i liczba ta szybko rośnie. Jeszcze dwa, trzy tygodnie temu, gdy infoDENT24.pl chciał informować o leczących dentystach, ci prosili o dyskrecję, gdyż nie byliby w stanie obsłużyć nawet małej części chętnych.

– Aktywność zawodową tylko po części paraliżował strach przed COVID-19, chociaż lekarz dentysta – ze względu na specyfikę pracy – jest na czubku piramidy potencjalnych zakażeń. Bardziej koleżanki i koledzy obawiali się konsekwencji leczenia bez oficjalnych zaleceń. Strach przed błędem podsycali prawnicy. Ci skwapliwie ostrzegali dentystów, że każde działanie na własną rękę może w przyszłości prowadzić na salę rozpraw, bo pacjenci niechybnie skorzystaliby z szansy walczenia o wysokie odszkodowania. Ta perspektywa prowadziła do powszechnego wieszania na drzwiach gabinetów stomatologicznych informacji: ”zamknięte” – mówi prof. Marzena Dominiak.

Taką tezę potwierdza w rozmowie z infoDENT24.pl dr n. med. Dariusz Paluszek, członek Prezydium NRL i wiceprezes ORL w Warszawie, gdy zapytaliśmy dlaczego pierwsze dni pandemii koronawirusa w Polsce praktycznie wyrugowały z systemu opieki medycznej usługi stomatologiczne i co się stało, że marcowy obraz niemocy przestał być w pierwszej dekadzie kwietnia tak dojmujący.

– Jest kilka przyczyn stopniowych zmian, wszystkie równie ważne – słyszymy. – Po pierwsze, Ministerstwo Zdrowia z kilkunastodniową zwłoką przekazało lekarzom dentystom zalecenia, w jaki sposób mają realizować świadczenia stomatologiczne w warunkach pandemii. Bez takich wskazań nikt nie miał odwagi eksperymentować ze zdrowiem swoim i swoich pacjentów. Po drugie, właściciele gabinetów dentystycznych, pozbawieni z dnia na dzień jakiegokolwiek dostępu do środków ochrony higienicznej, musieli uruchomić prywatne kanały, aby dotrzeć do importerów i dystrybutorów deficytowych produktów. Dzięki nieformalnym zabiegom zaczęli otrzymywać pierwsze partie maseczek i rękawiczek – twierdzi Dariusz Paluszek.

– Oczywiście, że samymi dobrymi kontaktami nie można wypełnić rynkowej luki, ale powrót do pracy chińskich producentów pozwolił bardziej obrotnym hurtownikom na wznowienie importu poszukiwanego na świecie asortymentu. Wciąż jest to jednak sytuacja anormalna. Ceny zakupu poszybowały w górę. Mówimy o kilkudziesięciokrotnych wzrostach. Światełkiem w tunelu jest fakt, że rynek stabilizuje się, a wraz z nim ceny weszły w fazę zniżkową – ocenia rozmówca infoDENT24.pl.

Tarcza nie dała wyboru?

Zasadniczą przyczyną uruchamiania praktyk dentystycznych jest jednak przymus ekonomiczny.

– Nie zapominajmy, że właściciele zamkniętych lecznic stomatologicznych po stronie dochodu wpisują zero, a po stronie wydatków niewiele mniejszą niż zazwyczaj kwotę. To koszt rat kredytowych, leasingowych, czynszów, to należności za media oraz płace kilku, nierzadko kilkunastoosobowej załogi. Tarcza antykryzysowa w zasadzie nie obejmuje dentystów, gdyż praktycznie rzecz ujmując nikt im nie zabrania – jak chociażby fryzjerom – pracować. Nikt jednak nie analizuje czy praca ta jest możliwa do podjęcia z pełną odpowiedzialnością za bezpieczeństwo własne i pacjentów – wskazuje wiceprezes OIL w Warszawie.

W jego opinii te trzy elementy sprawiają, że ten kto tylko czuje się na siłach do podjęcia ekstremalnie trudnego wyzwania – wraca do pracy.

– Znam lekarza dentystę, który literalnie zamknął się w swojej lecznicy. Tam śpi, je i oczywiście przede wszystkim pracuje. Trochę robi to z powinności, ale w równym stopniu z odpowiedzialności za byt rodziny. Odizolował się od niej nie chcąc stwarzać zagrożenia dla najbliższych. Desperacja? Być może, ale bardziej szara rzeczywistość zawodu lekarza dentysty – uważa Dariusz Paluszek.

Zatem lekarze dentyści są zmuszeni uwarunkowaniami, aby otwierać praktyki i takie praktyki zaczynają funkcjonować. Oczywiście praca w niecodziennych warunkach, sprawia, że jej koszt zdecydowanie rośnie. Ci, którzy przyjmują pacjentów, uwzględniają w cenniku koszt pakietu środków ochronnych i procedur zabezpieczających, a nie są to małe kwoty, bo często kalkulowane na poziomie 200 zł i wyższym.

– Działamy podobnie jak taksówkarze, którzy za trzaśnięcie drzwiami pobierają stałą opłatę – ocenia wiceprezes OIL w Warszawie.

Im dłużej trwa uśpienie…

Pracę zaczynają podejmować także świadczeniodawcy realizujący usługi stomatologiczne w oparciu o kontrakt z NFZ. Fakt, że mają oni do dyspozycji tak zwaną poduszkę w formie zaliczkowej wypłaty miesięcznej w wysokości 1/12 kontraktu. Ten kto zna taką formułę, dobrze wie, że w kolejnych miesiącach trzeba będzie oddać pobraną należność, wykonując zwiększoną liczbę świadczeń w bardzo krótkim okresie, a czym dłużej gabinet pozostanie w uśpieniu, tym trudniej będzie mu to zadanie zrealizować. Zresztą wśród świadczeniodawców istnieje obawa, że w przypadku skorzystania z opcji zawieszenia działalności – dalsza współpraca z Funduszem może być nieco utrudniona.

– Jako samorząd nie rekomendujemy prowadzenia zabiegów planowych, ale zgadzamy się całkowicie ze stanowiskiem Ministerstwa Zdrowia, że istnieje potrzeba leczenia pacjentów bólowych. Zresztą z kolejnymi tygodniami definicja takiego pacjenta będzie zapewne rozszerzana – uważa Dariusz Paluszek.

Wznawiają zatem pracę dentyści, którzy – przynajmniej teoretycznie – nie przyjmują pacjentów zakażonych koronawirusem.

Co z leczeniem osób na kwarantannach i z COVID-19?

Mają być leczone w dentobusach. Czy będą? O to infoDENT24.pl zapytał dr. Pawła Kornetę dyrektora ds. strategii i rozwoju firmy Corten Medic, która oprócz stacjonarnych świadczeń stomatologicznych, realizuje usługi w dentobusach na terenie woj. mazowieckiego i świętokrzyskiego. – W zasadzie jesteśmy gotowi do pracy – zapewnia Paweł Korneta.

Jak wiadomo dentobusy (jest ich 16, po jednym w każdym z województw) stacjonować mają przy szpitalach jednoimiennych.

– Procedury mamy szczegółowo opracowane. Po każdym pacjencie następować będzie dezynfekcja dentobusu. Tę zaś, także ze względu na niewielką powierzchnię poddaną odkażaniu, łatwiej jest przeprowadzić niż w gabinetach stacjonarnych. Okresowo przeprowadzimy także ozonowanie mobilnych gabinetów stomatologicznych, co zdecydowanie podwyższa bezpieczeństwo pracującej załogi – mówi Paweł Korneta.

Wyjaśnia on, że w dentobusie ma pracować pięć dwuosobowych ekip. Rotacja będzie konieczna, gdyż obciążenie psychiczne taką pracą jest na tyle duże, iż trudno byłoby komukolwiek funkcjonować w codziennym reżimie. Czy są zatem chętni do pracy w dentobusach?

– Cóż, kadry medycznej brakuje na co dzień. Problem z pozyskaniem lekarzy do zadań specjalnych jest zatem jeszcze większy. Nawet lekarze, którzy traktują swój zawód jako powołanie, myślą także o rodzinie, o osobach im najbliższych. Dlatego wspólnie z lekarzami wypracowaliśmy procedury, które pomagają zminimalizować ryzyko zakażenia – podkreśla rozmówca infoDENT24.pl.

Przyznaje, że znaki zapytania pozostają w kwestii dojazdu dentobusu do pacjenta zakażonego lub będącego na kwarantannie, a więc do takiego, który przebywa w izolacji poza szpitalami.

– Czekamy na precyzyjne wskazania z urzędów wojewódzkich w jaki sposób załogi dentobusów mają dotrzeć do odseparowanych od otoczenia osób. Realnym utrudnieniem w realizowaniu procedur medycznych w dentobusie jest konieczność podłączenia pojazdu do wody i prądu. To nie problem w przypadku stacjonowania dentobusów przy szpitalach, ale już przy interwencjach w terenie – tak. Nie piętrzymy jednak kłopotów, jesteśmy w gotowości, w najbliższych dniach ruszymy do pracy – zapewnia Paweł Korneta.

źródło: rynekzdrowia.pl

Share →