Przekazywanie środków na bieżące funkcjonowanie szpitali i pokrywanie ich zadłużenia nie powinno być naszym zadaniem. Wyręczamy w tym państwo – przekonują samorządowcy. W zasadzie ich argumentację podzielił Trybunał Konstytucyjny. Mimo to ministerstwo chce utrzymać odpowiedzialność samorządów nad podległymi im szpitalami i wzmacniać nadzór właścicielski.

Wydawało się, że doszło do rewolucyjnego rozstrzygnięcia. Trybunał stwierdził w wyroku z 20 listopada br., że art. 59 ustawy o działalność leczniczej z 2011 roku jest częściowo niezgodny z konstytucją. Przypomnijmy: zgodnie z tym przepisem SPZOZ pokrywa we własnym zakresie stratę netto zakładów, a jeśli tego nie uczyni, podmiot tworzący jest zobowiązany pokryć tę stratę albo – jeśli nie może być pokryta – podjąć uchwałę o likwidacji zakładu.

Wnioskujący do TK marszałek województwa mazowieckiego argumentował, że wiele SP ZOZ-ów generuje stratę a samorząd nie jest w stanie pokryć ich straty, ale „powodowany poczuciem odpowiedzialności za realizację zadania publicznego” nie decyduje się na ich likwidację.

Sędziowie wskazali, że jednostki samorządu powinny otrzymywać z budżetu centralnego adekwatne środki do realizacji zadania zleconego, jakim jest udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej. Ich zdaniem powszechnie występujące zadłużenie szpitali nie wynika tylko ze złego zarządzania czy niegospodarności tych placówek, ale ma charakter systemowy.

Szansa na zmiany?

– Ten wyrok pokazuje, że system jest źle skonstruowany, jeśli samorządy mają być odpowiedzialne za coś na co nie mają większego wpływu. Zasady gry określa minister zdrowia decydując o poziomie wyposażenia, następnie systemie finansowania świadczeń czy wreszcie wydatków na fundusz płac w szpitalach – mówi Roman Kolek, wicemarszałek województwa opolskiego.

Zwraca przy tym uwagę, że obecne przepisy zobowiązują do pokrywania strat netto szpitali lub podjęcia decyzji likwidacyjnej, co w zasadzie sprowadza się do tego, że jeżeli samorząd jest bogaty i wydolny finansowo, to będzie „dopełniał kasę” podległej sobie jednostki, a samorząd mniej zasobny będzie zmuszony zamknąć placówkę.

– Dlatego cieszę się z tego, że ten wyrok Trybunału Konstytucyjnego daje szansę na wprowadzenie sprawiedliwości w polskim systemie, bo nie można nakładać na samorządy nowych zadań bez wskazania źródła finansowania – komentuje wicemarszałek.

Mamy trochę czasu na przystosowanie się i znalezienie właściwych rozwiązań, bo trybunał dał 18 miesięcy na zmianę niekonstytucyjnych przepisów, ale zdaniem specjalistów trzeba jak najszybciej zaproponować rozsądne zmiany w finansowaniu świadczeń, nakładach itd. Czy jest na to szansa? I jak się na kwestię wyroku TK zapatruje ministerstwo?

MZ: skorygujemy przepis, ale…

Według wiceministra Janusza Cieszyńskiego resort będzie dążył do tego, żeby unormować tę sytuację, natomiast urzędnicy czekają jeszcze na uzasadnienie wyroku, żeby zrozumieć co zdaniem trybunału było niezgodne z konstytucją i co tak naprawdę trzeba zmodyfikować.

Problem w tym, że samorządy chciałyby już z tego orzeczenia wyinterpretować, że państwo przejmie ich zobowiązania i że to wielkie zwycięstwo nad rządem.

– Po pierwsze, przez następne18 miesięcy nic się nie zmienia, czyli te zobowiązania, które ustawa o działalności leczniczej nałożyła na samorządy powinny być w tym roku wykonane. Po drugie, jestem przekonany, że jakiś skorygowany przepis, który przedstawimy w ciągu 1,5 roku nie będzie kwestionowany – zapowiedział.

Poza tym, jego zdaniem, lepsze efekty zawsze przynosi skupianie się na poprawie zarządzania podmiotami leczniczymi niż pójście drogą sądową.

– Ten zakwestionowany przepis miał tak naprawdę na celu pokazać samorządom nie tyle, że mają spłacać długi, ale żeby wzięli odpowiedzialność za to, co robią dyrektorzy podległych jednostek – podkreślił z kolei wiceminister Sławomir Gadomski.

Jego zdaniem organy tworzące dzisiaj, zamiast zastanowić się nad tym jak podejść do restrukturyzacji i nadzoru właścicielskiego, to poszukały raczej sposobu na zdjęcie z siebie odpowiedzialności.

Jak zapewnił, resort będzie szukał takich rozwiązań legislacyjnych, które „absolutnie tego obowiązku z organów tworzących nie zdejmą”. – Myślę że raczej powinniśmy starać się ustawowo wzmacniać mechanizmy nadzoru właścicielskiego, a nie jeszcze bardziej je poluzować – stwierdził.

Nie nasze decyzje, dlaczego nasza odpowiedzialność?

Z tych wypowiedzi wynika więc, że samorządy nie mają się jeszcze z czego cieszyć, a przyszłe zmiany mogą nie pójść w oczekiwanym kierunku. Resort wskazuje bowiem na nadzór i odpowiedzialność samorządów.

Samorządowcy dopytują retorycznie: o jakiej odpowiedzialności mówimy?

– Jesteśmy zmuszani, nie dostając na to ani złotówki, do tego, żeby pokryć wynik finansowy szpitali, a na ich zarządzanie mamy tylko taki wpływ, że możemy zmienić dyrektora i nic więcej. Co więcej, to nie są problemy związane z działalnością szpitali, na które można jeszcze jakoś oddziaływać, ale dotyczy to źle wycenionych kontraktów, usług medycznych, braku środków finansowych na działalność leczniczą – wylicza Andrzej Płonka, starosta bielski i prezes Związku Powiatów Polskich.

Dlatego samorządowcy przekonują, że nie mogą odpowiadać za sytuację finansową szpitali tak jak chciałoby to ministerstwo.

– Jeżeli decyzje rządu cedują roszczenia na dół i my jesteśmy tylko ich egzekutorami, to jaki mamy na to wpływ? Np. pewna grupa zawodowa zastrajkowała, dostała odgórnie pieniądze, a dodatkowo jeszcze musieliśmy wyrównywać stawki, żeby inni niezbędni pracownicy nie odeszli ze szpitala – argumentuje Andrzej Płonka.

Konkluduje, że to nie ma żadnych znamion zarządzania, ponieważ decyzje są podejmowane w innym miejscu niż tam, gdzie są wykonywane usługi.

– Jeżeli konstytucja mówi wprost, że tę działalność odpowiada państwo, powinniśmy dostawać pełne finansowanie, tymczasem od lat sami dbamy o infrastrukturę, dodatkowo nadwykonania szpitalne nie są juz opłacane, i do tego doszła jeszcze dopłacanie do działalności bieżącej, co jest absolutnie nieuczciwe – tak być nie powinno – podkreśla prezes ZPP.

Doraźne rozwiązania, lawina kosztów

W ocenie samorządowca rząd w końcu będzie musiał zrobić wszystko, żeby wrócić w jakiś sposób do nadwykonań i do zracjonalizowania sieci szpitali, która de facto wpędziła SP ZOZ-y w długi.

– Ich wyniki finansowe w roku bieżącym są bardzo złe, na półrocze były fatalne, Ministerstwo Zdrowia wstrzymywało się do niedawna z pokazywaniem jaki jest skumulowany poziom zadłużenia szpitali – dopowiada wicemarszałek Roman Kolek.

Jak przekonuje, z niepokojących informacji o rosnącym zadłużeniu szpitali w Polsce wynika jednoznacznie, że ten system wymaga radykalnych i szybkich działań i bez skokowego zwiększenia nakładów znajdzie się w stanie zapaści.

– Bez zmian systemowych to będzie tylko gaszenie pożaru, ale benzyną. Mamy na razie tylko wrzutki ratujące szpitale, chociażby ostatni ruch NFZ i MZ: podwyższenie współczynnika korygującego o 4 proc. dla szpitali I stopnia referencyjności, 3 proc. dla szpitali II stopnia, natomiast dla szpitali III stopnia tylko i wyłącznie na wybrane procedury – przypomina Władysław Perchaluk, prezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego i prezes Centrum Zdrowia w Mikołowie.

To dzisiejsze ręczne sterowanie jest tylko doraźnym działaniem ratującym przed lawiną problemów, np. zamykania oddziałów z różnych przyczyn, nie tylko finansowych, ale również z powodu braku kadry lekarskiej czy pielęgniarskiej.

– Liczymy np. wszystkie koszty, jakie pociągnęły za sobą różnego rodzaju regulacje ustanowione przez rząd. Nie wolno np. dzisiaj lekarzowi specjaliście dać mniej niż 6750 zł. Za chwileczkę od stycznia wchodzi minimalne wynagrodzenie w wysokości 2600 zł brutto. To będzie duży wydatek dla wielu szpitali – nie ma przecież wskazanego źródła pokrycia tych kosztów które będą lawinowo rosły. Kolejne elementy to również niewliczanie wysługi lat, czyli dodatku stażowego do pensji oraz uwolnienie cen energii – wylicza prezes Perchaluk.

To zdecydowanie zwiększy obciążenia finansowe, które są przecież zarządzone ustawowo i nie można się z nich wycofać, bo dyrektorzy złamaliby prawo.

Te wszystkie czynniki powodują, że jak wynika ze wstępnych wyliczeń w budżecie szpitala w Mikołowie zabraknie miesięcznie około 350-400 tys. zł w stosunku do obecnych propozycji Funduszu.

– Szacujemy więc na tak małą jednostkę ok. 5 mln zł deficytu w przyszłym roku. A w bieżącym roku po raz pierwszy w historii naszej spółki mamy ujemny wynik finansowy na poziomie już prawie 2,8 mln zł – informuje prezes Centrum Zdrowia w Mikołowie.

Szef Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt wyroku Trybunału Konstytucyjnego – nie wspomina się w nim o szpitalach stworzonych przez samorządy w ramach spółek. Może to skutkować nierównym traktowaniem podmiotów, które przecież również korzystają ze środków publicznych.

Samorządy nie odpuszczą

Podsumowując, jakie więc mogą być konsekwencje wyroku TK? Zdaniem ekspertów kluczowa jest treść uzasadnienia, która może otworzyć drogę do roszczeń wobec budżetu.

– Zatem czekamy na uzasadnienie. 18 miesięcy to nie jest dużo i mam nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia i rząd będą chcieli ten wyrok zrealizować jak najszybciej w porozumieniu ze stroną samorządową – postuluje wicemarszałek Kolek.

Jednak sądząc co wypowiedziach wiceministrów, zakwestionowany przepis zostanie zmieniony w taki sposób, iż odpowiedzialność za finanse szpitale nadal będzie spoczywała na samorządach. Szczególnie jeśli w uzasadnieniu nie będzie wskazanej odpowiedzialności państwa.

– Ten wyrok potwierdza, że po prostu tworzymy złe prawo, które stawia samorządy pod ścianą – komentuje Andrzej Płonka, starosta bielski. – Ale na pewno tego nie zostawimy, skoro mamy orzeczenie trybunału i choćbyśmy mieli skończyć drogę sądową w Brukseli, to nią pójdziemy. Będziemy się bronić, bo nie chcemy odpowiadać za coś za co odpowiadać nie możemy, bo nie dostajemy na to odpowiedniego finansowania.

źródło: rynekzdrowia.pl

Share →